wtorek, 7 maja 2013

Od Gai

Biegałam po łące,błąkałam się.Nagle znalazłam jeziorko.Włożyłam jedną łapę była orzeźwiająco chłodna. Wzięłam rozbieg i wskoczyłam do wody robiąc wielki plusk.Cieszyłam się jak szczenię.Nurkowałam i wyskakiwałam jednym słowem woda to mój żywioł uwielbiałam go.Nagle pokazał się inny pies który wszedł do wody.Wzięłam głęboki wdech i zanurkowałam.Płynęłam pod wodą i wynurzyłam się pół metra od niego. Wystraszyłam go.No ale kto by się nie bał.
-Przepraszam że cię wystraszyłam-powiedziałam cicho lecz było słychać mój akcent.
-Jesteś ze sfory?-spytał pies
-Nie,nawet nie wiedziałam że jest ty sfora-przyznałam i pomału wyszłam z wody,a on za mną.
-Jestem Fred a ty?-spytał
-Gaja-odpowiedziałam-mówiłeś że jest tu sfora zaprowadził byś mnie do alf?-spytałam
-Jasne,czemu nie-powiedział
-Dziękuję-odpowiedziałam
-Nie ma za co-uśmiechnął się
Doszliśmy do miejsca gdzie było pełno psów normalnie dla mnie raj.Zaprowadził mnie do alfy która miała na imię Woksi.
-Witaj-przywitałam się-jestem Gaja
-Woksi alfa sfory co cię do mnie sprowadza?-spytała
-Dołączyć bym chciała, gdyż długo się błąkam i niem mam się gdzie podziać-powiedziałam
-Mówisz że dołączyć chcesz?-powiedziała-jasne zgadzam się
-Dziękuję Woksi-powiedziałam-i dziękuję ci Fred że mnie przyprowadziłeś gdybym cię nie zauważyła pewnie nadal bym się błąkała
-Nie ma za co-powiedział
-A czy byś mógł mnie oprowadzić?-spytałam

<Fred dokończ>


piątek, 26 kwietnia 2013

Od Crayzi

Było dziś pięknie. Przeszłam się na spacer do lasu. Biegałam i hasałam do woli. Nagle zobaczyłam innego psa.
- Hej jestem Crayzy a ty?- Spytałam.
- Ja jestem Lei.- Odparł pies.
- Pohasamy?- Zapytałam.
- Dobra.

Bawiliśmy się długo aż w końcu Lei musiał iść. Następnego dnia było tak samo. Też go spotkałam i też się z nim bawiłam. I następnego też aż w końcu spytał mnie:
- chcesz dołączyć do Sfory?
- E tak bardzo chcę.- Odparłam.
Poszłam z Leim do Sfory.

- Jak się nazywasz.- Spytała Woksi.
- Jestem Crayzy.
- Szalona? Fajne imię.- Powiedziała Woksi.
-Dziękuje.
- Proszę.- Odpowiedziała Woksi.
Uśmiechnęłam się.

Tak dostałam się do Sfory Wiecznych Kudłaczy.



niedziela, 21 kwietnia 2013

Od Isabelli - "Nowa sfora, nowa miłość?"

Życie w schronisku. Okropnie! łażą tylko dzieciaki i wklepjają swe cukierki w futerko, moje kolerzanki były już adoptowane ja sama, może nie chcą mnie bo jestem za stara? nikt mnie nie chciał .. do czasu .. . Pewnego dnia do schroniska przyszła pewna pani, przygarneła mnie! czułam się fantastycznie! , No cóż, nie była tak super dostawałam tylko suchy Chleb i odrobinkę wody, nie mogłam wychodzić na dwór, zostałam wykorzystana .. Pewnego dnia postanowiłam uciec, moja pani właśnie spała a ja po cichutku wyszłam. O Matko! jak ja dawno nie byłam na świerzym powietrzu! Gdy tak wędrowałam czułam się swobodnie, znalazłam się w dziwnym lesie, Poznałam tak Woksi, dowiedziałam się że ma sfore! pozwoliła mi dołączyć. Teraz szukam Przyjaźni i ... Tego jedynego,
Gdy to sobie pomyślałam postanowiłam przejść się nad jezioro, zauważyłam Samca leżącego na skale, podeszłam do wody, nagle czułam że samiec krótkimi krokami się do mnie zbliża, dla zabawy wrzucił mnie do wody, ale ja jestem Sprytna i w locie złapałam go za łape, byliśmy w wodzie (umiemy oddychać pod wodą ), koło i zapatrzeni w siebie. Wyszliśmy na powierzchnie .. "Coś czuje że to on" - pomyślałam,
- Uuu, było mokro - powiedziałam otrzepując się z wody, - Jestem Isabella, a ty?

< Fred? >

Nowy członek - Isabella!


http://www.psy.elk.pl/zdjecia/dodane/2008/4698_213_2091_owczarek-niemiecki.jpg
Isabella, opiekunka szczeniąt

piątek, 19 kwietnia 2013

Od Woksi - CD historii Skayres

Siedziałam w stodole. Gdy nagle przyszedł Jsaper, był jakiś taki smętny. Zastanawiałam się co się stało, że tak posmutniał. Podeszłam do psa, ale ten opuścił głowę.
-Co się stało? - zapytałam
-Skayres - powiedział, a ja już chyba wiedziałam co się stało - schowała się gdzieś i nie chciała wyjść.
-A gdzie się schowała ?
-Nie wiem....- mówił dalej z opuszczoną głową - to było gdzieś koło polany.
-Aha... - powiedziałam, nie mając pomysłu
-Może ty ją jakoś przekonasz, że nie jest, jak to ona mówi "brzydka i obleśna"?
-Tak, jasne, zaczekaj tu. Poszukam jej
Poszłam na polankę, Skayres piła wodę, nie wiedziała, że koło niej siedzę. Ale po chwili odwróciła się i mnie zauważyła.
-Co się stało? - zapytałam, ale już wiedziałam
-Nic.....-mówiła jak zwykle, z opuszczoną głową
-Skay, ja wiem, Jasper mi powiedział - mówiłam
Skay nic się nie odezwała, lecz zaczęła warczeć. A ja siedziałam przy niej i nie wiedziałam jak jej to powiedzieć. Przecież ona nie jest "obleśna".
-Skay, ty nie jesteś "obleśna" jesteś bardzo ładna - mówiłam do niej
-Już przestańcie! Ja wiem jaka jestem na prawdę - mówiła coraz ciszej
-Skay, spokojnie! - mówiłam już wnerwiona - nie jesteś "obleśna"! Zrozum to!
Skay nic na to nie odpowiedziała. Z oka poleciała jej jedna łza, ale od razu ją wytarła, żeby nikt nie widział. Zaczęłam ją pocieszać, ale ona nie chciała nawet tego słuchać.
-Skay, ja wiem, że ty uważasz, że jesteś "obleśna"
-Uważam?! Ja jestem!
-Skay!! Nie nie jesteś! Przestań tak mówić!
Skay nie wiedziała co ma mi odpowiedzieć, ale i tak nie patrzyła się na mnie. 
-Zrozum - mówiłam już ciszej - Nie jesteś brzydka, każdy tak uważa, oprócz ciebie - powiedziałam patrząc na nią - przestań sobie wmawiać, że jesteś "obleśna"
Czekałam na jej odpowiedź.

<Skayres?Co mi odpowiesz?>

wtorek, 16 kwietnia 2013

Od Skayres - CD historii Jaspera


Ten natręt szczerze mnie wkurzał. Ciągle chodził z dumnie wypiętą piersią, jakby uważał się za nie wiadomo kogo, jakby nie wiedział, że jest taki brzydki i obleśny! Taki... Taki jak ja. By dał mi spokój, wskoczyłam do dziury i zaczęłam cicho szlochać. Jasper jednak szedł za mną.
- Skay ja żartowałem, wyłaź! - krzyczał.
- Nie! Odejdź stąd. Nie chce byś patrzył na takiego potwora jak ja. - szeptałam głośno.
- Skayres nie uważam, że jesteś brzydka. Jesteś śliczna i urocza. No proszę wyjdź! - nadal usiłował mnie namówić do wyjścia.
Starałam się nie słuchać Jaspera. W końcu by się znudził i sobie poszedł... Ten jednak wyleciał z tekstem, że jestem najśliczniejszą suczką, jaką dotąd widział. Nie wytrzymałam.
- Nie! - krzyknęłam, chyba pierwszy raz w życiu aż tak głośno. - Śliczny to jest półtoraroczny labrador! Ja jestem grzywaczem, jestem łysa! Wszyscy się mnie brzydzą, mój właściciel mnie porzucił! Ludzie ciągle gadali, jaka jestem brzydka i paskudna... A do tego wszystkiego taka mała! - tutaj ponownie uroniłam łzę. - Mój głos jest piskliwy i cichy, nawet nie umiem porządnie zaszczekać! Zrozum, że psy tej rasy po prostu są masakryczne...
Po tych słowach Jasper zsunął się do danej dziury i usiadł koło mnie, ja jednak się odwróciłam.
- Nie wiem, kto nagadał Ci takich bzdur. - westchnął. - Zrozum, że jesteś na prawdę ładna.
- Żaden grzywacz chiński nie jest ładny. - mówiłam już swoim normalnym, cichym tonem. - Nawet ty.
Nie czekałam już na nic, tylko szybko i zwinnie wydostałam się z nory i skryłam pod krzakiem. Po chwili samiec również wyszedł i zaczął się za mną rozglądać. Słyszałam nawoływania, jednak nie reagowałam na nie. Pies po chwili się znudził i odszedł. Po około piętnastu minutach wróciłam na polanę, obok jeziora i podbiegłam do niego, by zaczerpnąć łyka orzeźwiającej wody. Przy zaspokajaniu pragnienia zamknęłam oczy, jak zawsze, by nie musieć na siebie patrzeć. Nim się obejrzałam, przyszła do mnie Woksi.

<Woksi? Czego chciałaś?>

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Od Freda

Wyszedłem z bazy. Zacząłem biec. Chciałem od tego uciec. Od mojej przeszłości... Po około godzinie dotarłem na pewną łąkę. Zerwałem trzy kwiaty. Popędziłem dalej. Natknąłem się na groby moich rodziców i brata. Położyłem po kwiatku na każdym grobie. Spuściłem głowę. Nikt mi nie pozostał... Nikt... Zaczęło padać. Ja nadal tam siedziałem. Nie miałem zamiaru wracać. Nie do miejsca... Gdzie to wszystko przeżyłem... Położyłem się i skryłem głowę w łapach. Około pół godziny później zasnąłem.
---Rano---
Obudziłem się. A raczej ktoś mnie obudził. Szturchnięciem w łopatkę. Spojrzałem na tego kogoś kątem oka. To była suczka. Była piękna...
-Hej... Co tu robisz?-spytała.
-Nic...-odpowiedziałem siadając.
Zerknęła na groby i położone na nich kwiaty.
-Czyje one są?
-Moich rodziców i brata...-odpowiedziałem patrząc na nie.
-Oh... Wybacz, nie chciałam...
-Nie, spokojnie... Jestem Fred, a ty?
-Woksi. Jesteś z miasta, tak?-zerknęła na moją obrożę.
-Niestety tak... Jest tu jakieś stado?
-Jest sfora... Sfora Wiernych Kudłaczy. Chciałbyś dołączyć?
-Pewnie... A... Kto jest przywódcą?-spytałem.
-Ja-uśmiechnęła się lekko.
-To mogę dołączyć?
-Jeśli się jej pozbędziesz...-wskazała na obrożę.
-Żaden problem-odpowiedziałem.
Podszedłem do drzewa i znalazłem odpowiednią gałąź. Zahaczyłem o nią obrożą i zacząłem ciągnąć. Po chwili się zerwała. Podszedłem do Woksi.
-A czy mogłabyś mnie oprowadzić?-spytałem z nadzieją.
 

<<Woksi?>>