Wyszedłem
z bazy. Zacząłem biec. Chciałem od tego uciec. Od mojej przeszłości...
Po około godzinie dotarłem na pewną łąkę. Zerwałem trzy kwiaty.
Popędziłem dalej. Natknąłem się na groby moich rodziców i brata.
Położyłem po kwiatku na każdym grobie. Spuściłem głowę. Nikt mi nie
pozostał... Nikt... Zaczęło padać. Ja nadal tam siedziałem. Nie miałem
zamiaru wracać. Nie do miejsca... Gdzie to wszystko przeżyłem...
Położyłem się i skryłem głowę w łapach. Około pół godziny później
zasnąłem.
---Rano--- Obudziłem się. A raczej ktoś mnie obudził. Szturchnięciem w łopatkę. Spojrzałem na tego kogoś kątem oka. To była suczka. Była piękna... -Hej... Co tu robisz?-spytała. -Nic...-odpowiedziałem siadając. Zerknęła na groby i położone na nich kwiaty. -Czyje one są? -Moich rodziców i brata...-odpowiedziałem patrząc na nie. -Oh... Wybacz, nie chciałam... -Nie, spokojnie... Jestem Fred, a ty? -Woksi. Jesteś z miasta, tak?-zerknęła na moją obrożę. -Niestety tak... Jest tu jakieś stado? -Jest sfora... Sfora Wiernych Kudłaczy. Chciałbyś dołączyć? -Pewnie... A... Kto jest przywódcą?-spytałem. -Ja-uśmiechnęła się lekko. -To mogę dołączyć? -Jeśli się jej pozbędziesz...-wskazała na obrożę. -Żaden problem-odpowiedziałem. Podszedłem do drzewa i znalazłem odpowiednią gałąź. Zahaczyłem o nią obrożą i zacząłem ciągnąć. Po chwili się zerwała. Podszedłem do Woksi. -A czy mogłabyś mnie oprowadzić?-spytałem z nadzieją. <<Woksi?>> |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz