wtorek, 7 maja 2013

Od Gai

Biegałam po łące,błąkałam się.Nagle znalazłam jeziorko.Włożyłam jedną łapę była orzeźwiająco chłodna. Wzięłam rozbieg i wskoczyłam do wody robiąc wielki plusk.Cieszyłam się jak szczenię.Nurkowałam i wyskakiwałam jednym słowem woda to mój żywioł uwielbiałam go.Nagle pokazał się inny pies który wszedł do wody.Wzięłam głęboki wdech i zanurkowałam.Płynęłam pod wodą i wynurzyłam się pół metra od niego. Wystraszyłam go.No ale kto by się nie bał.
-Przepraszam że cię wystraszyłam-powiedziałam cicho lecz było słychać mój akcent.
-Jesteś ze sfory?-spytał pies
-Nie,nawet nie wiedziałam że jest ty sfora-przyznałam i pomału wyszłam z wody,a on za mną.
-Jestem Fred a ty?-spytał
-Gaja-odpowiedziałam-mówiłeś że jest tu sfora zaprowadził byś mnie do alf?-spytałam
-Jasne,czemu nie-powiedział
-Dziękuję-odpowiedziałam
-Nie ma za co-uśmiechnął się
Doszliśmy do miejsca gdzie było pełno psów normalnie dla mnie raj.Zaprowadził mnie do alfy która miała na imię Woksi.
-Witaj-przywitałam się-jestem Gaja
-Woksi alfa sfory co cię do mnie sprowadza?-spytała
-Dołączyć bym chciała, gdyż długo się błąkam i niem mam się gdzie podziać-powiedziałam
-Mówisz że dołączyć chcesz?-powiedziała-jasne zgadzam się
-Dziękuję Woksi-powiedziałam-i dziękuję ci Fred że mnie przyprowadziłeś gdybym cię nie zauważyła pewnie nadal bym się błąkała
-Nie ma za co-powiedział
-A czy byś mógł mnie oprowadzić?-spytałam

<Fred dokończ>


piątek, 26 kwietnia 2013

Od Crayzi

Było dziś pięknie. Przeszłam się na spacer do lasu. Biegałam i hasałam do woli. Nagle zobaczyłam innego psa.
- Hej jestem Crayzy a ty?- Spytałam.
- Ja jestem Lei.- Odparł pies.
- Pohasamy?- Zapytałam.
- Dobra.

Bawiliśmy się długo aż w końcu Lei musiał iść. Następnego dnia było tak samo. Też go spotkałam i też się z nim bawiłam. I następnego też aż w końcu spytał mnie:
- chcesz dołączyć do Sfory?
- E tak bardzo chcę.- Odparłam.
Poszłam z Leim do Sfory.

- Jak się nazywasz.- Spytała Woksi.
- Jestem Crayzy.
- Szalona? Fajne imię.- Powiedziała Woksi.
-Dziękuje.
- Proszę.- Odpowiedziała Woksi.
Uśmiechnęłam się.

Tak dostałam się do Sfory Wiecznych Kudłaczy.



niedziela, 21 kwietnia 2013

Od Isabelli - "Nowa sfora, nowa miłość?"

Życie w schronisku. Okropnie! łażą tylko dzieciaki i wklepjają swe cukierki w futerko, moje kolerzanki były już adoptowane ja sama, może nie chcą mnie bo jestem za stara? nikt mnie nie chciał .. do czasu .. . Pewnego dnia do schroniska przyszła pewna pani, przygarneła mnie! czułam się fantastycznie! , No cóż, nie była tak super dostawałam tylko suchy Chleb i odrobinkę wody, nie mogłam wychodzić na dwór, zostałam wykorzystana .. Pewnego dnia postanowiłam uciec, moja pani właśnie spała a ja po cichutku wyszłam. O Matko! jak ja dawno nie byłam na świerzym powietrzu! Gdy tak wędrowałam czułam się swobodnie, znalazłam się w dziwnym lesie, Poznałam tak Woksi, dowiedziałam się że ma sfore! pozwoliła mi dołączyć. Teraz szukam Przyjaźni i ... Tego jedynego,
Gdy to sobie pomyślałam postanowiłam przejść się nad jezioro, zauważyłam Samca leżącego na skale, podeszłam do wody, nagle czułam że samiec krótkimi krokami się do mnie zbliża, dla zabawy wrzucił mnie do wody, ale ja jestem Sprytna i w locie złapałam go za łape, byliśmy w wodzie (umiemy oddychać pod wodą ), koło i zapatrzeni w siebie. Wyszliśmy na powierzchnie .. "Coś czuje że to on" - pomyślałam,
- Uuu, było mokro - powiedziałam otrzepując się z wody, - Jestem Isabella, a ty?

< Fred? >

Nowy członek - Isabella!


http://www.psy.elk.pl/zdjecia/dodane/2008/4698_213_2091_owczarek-niemiecki.jpg
Isabella, opiekunka szczeniąt

piątek, 19 kwietnia 2013

Od Woksi - CD historii Skayres

Siedziałam w stodole. Gdy nagle przyszedł Jsaper, był jakiś taki smętny. Zastanawiałam się co się stało, że tak posmutniał. Podeszłam do psa, ale ten opuścił głowę.
-Co się stało? - zapytałam
-Skayres - powiedział, a ja już chyba wiedziałam co się stało - schowała się gdzieś i nie chciała wyjść.
-A gdzie się schowała ?
-Nie wiem....- mówił dalej z opuszczoną głową - to było gdzieś koło polany.
-Aha... - powiedziałam, nie mając pomysłu
-Może ty ją jakoś przekonasz, że nie jest, jak to ona mówi "brzydka i obleśna"?
-Tak, jasne, zaczekaj tu. Poszukam jej
Poszłam na polankę, Skayres piła wodę, nie wiedziała, że koło niej siedzę. Ale po chwili odwróciła się i mnie zauważyła.
-Co się stało? - zapytałam, ale już wiedziałam
-Nic.....-mówiła jak zwykle, z opuszczoną głową
-Skay, ja wiem, Jasper mi powiedział - mówiłam
Skay nic się nie odezwała, lecz zaczęła warczeć. A ja siedziałam przy niej i nie wiedziałam jak jej to powiedzieć. Przecież ona nie jest "obleśna".
-Skay, ty nie jesteś "obleśna" jesteś bardzo ładna - mówiłam do niej
-Już przestańcie! Ja wiem jaka jestem na prawdę - mówiła coraz ciszej
-Skay, spokojnie! - mówiłam już wnerwiona - nie jesteś "obleśna"! Zrozum to!
Skay nic na to nie odpowiedziała. Z oka poleciała jej jedna łza, ale od razu ją wytarła, żeby nikt nie widział. Zaczęłam ją pocieszać, ale ona nie chciała nawet tego słuchać.
-Skay, ja wiem, że ty uważasz, że jesteś "obleśna"
-Uważam?! Ja jestem!
-Skay!! Nie nie jesteś! Przestań tak mówić!
Skay nie wiedziała co ma mi odpowiedzieć, ale i tak nie patrzyła się na mnie. 
-Zrozum - mówiłam już ciszej - Nie jesteś brzydka, każdy tak uważa, oprócz ciebie - powiedziałam patrząc na nią - przestań sobie wmawiać, że jesteś "obleśna"
Czekałam na jej odpowiedź.

<Skayres?Co mi odpowiesz?>

wtorek, 16 kwietnia 2013

Od Skayres - CD historii Jaspera


Ten natręt szczerze mnie wkurzał. Ciągle chodził z dumnie wypiętą piersią, jakby uważał się za nie wiadomo kogo, jakby nie wiedział, że jest taki brzydki i obleśny! Taki... Taki jak ja. By dał mi spokój, wskoczyłam do dziury i zaczęłam cicho szlochać. Jasper jednak szedł za mną.
- Skay ja żartowałem, wyłaź! - krzyczał.
- Nie! Odejdź stąd. Nie chce byś patrzył na takiego potwora jak ja. - szeptałam głośno.
- Skayres nie uważam, że jesteś brzydka. Jesteś śliczna i urocza. No proszę wyjdź! - nadal usiłował mnie namówić do wyjścia.
Starałam się nie słuchać Jaspera. W końcu by się znudził i sobie poszedł... Ten jednak wyleciał z tekstem, że jestem najśliczniejszą suczką, jaką dotąd widział. Nie wytrzymałam.
- Nie! - krzyknęłam, chyba pierwszy raz w życiu aż tak głośno. - Śliczny to jest półtoraroczny labrador! Ja jestem grzywaczem, jestem łysa! Wszyscy się mnie brzydzą, mój właściciel mnie porzucił! Ludzie ciągle gadali, jaka jestem brzydka i paskudna... A do tego wszystkiego taka mała! - tutaj ponownie uroniłam łzę. - Mój głos jest piskliwy i cichy, nawet nie umiem porządnie zaszczekać! Zrozum, że psy tej rasy po prostu są masakryczne...
Po tych słowach Jasper zsunął się do danej dziury i usiadł koło mnie, ja jednak się odwróciłam.
- Nie wiem, kto nagadał Ci takich bzdur. - westchnął. - Zrozum, że jesteś na prawdę ładna.
- Żaden grzywacz chiński nie jest ładny. - mówiłam już swoim normalnym, cichym tonem. - Nawet ty.
Nie czekałam już na nic, tylko szybko i zwinnie wydostałam się z nory i skryłam pod krzakiem. Po chwili samiec również wyszedł i zaczął się za mną rozglądać. Słyszałam nawoływania, jednak nie reagowałam na nie. Pies po chwili się znudził i odszedł. Po około piętnastu minutach wróciłam na polanę, obok jeziora i podbiegłam do niego, by zaczerpnąć łyka orzeźwiającej wody. Przy zaspokajaniu pragnienia zamknęłam oczy, jak zawsze, by nie musieć na siebie patrzeć. Nim się obejrzałam, przyszła do mnie Woksi.

<Woksi? Czego chciałaś?>

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Od Freda

Wyszedłem z bazy. Zacząłem biec. Chciałem od tego uciec. Od mojej przeszłości... Po około godzinie dotarłem na pewną łąkę. Zerwałem trzy kwiaty. Popędziłem dalej. Natknąłem się na groby moich rodziców i brata. Położyłem po kwiatku na każdym grobie. Spuściłem głowę. Nikt mi nie pozostał... Nikt... Zaczęło padać. Ja nadal tam siedziałem. Nie miałem zamiaru wracać. Nie do miejsca... Gdzie to wszystko przeżyłem... Położyłem się i skryłem głowę w łapach. Około pół godziny później zasnąłem.
---Rano---
Obudziłem się. A raczej ktoś mnie obudził. Szturchnięciem w łopatkę. Spojrzałem na tego kogoś kątem oka. To była suczka. Była piękna...
-Hej... Co tu robisz?-spytała.
-Nic...-odpowiedziałem siadając.
Zerknęła na groby i położone na nich kwiaty.
-Czyje one są?
-Moich rodziców i brata...-odpowiedziałem patrząc na nie.
-Oh... Wybacz, nie chciałam...
-Nie, spokojnie... Jestem Fred, a ty?
-Woksi. Jesteś z miasta, tak?-zerknęła na moją obrożę.
-Niestety tak... Jest tu jakieś stado?
-Jest sfora... Sfora Wiernych Kudłaczy. Chciałbyś dołączyć?
-Pewnie... A... Kto jest przywódcą?-spytałem.
-Ja-uśmiechnęła się lekko.
-To mogę dołączyć?
-Jeśli się jej pozbędziesz...-wskazała na obrożę.
-Żaden problem-odpowiedziałem.
Podszedłem do drzewa i znalazłem odpowiednią gałąź. Zahaczyłem o nią obrożą i zacząłem ciągnąć. Po chwili się zerwała. Podszedłem do Woksi.
-A czy mogłabyś mnie oprowadzić?-spytałem z nadzieją.
 

<<Woksi?>>


 http://www.tapeta-niemiecki-owczarek-gory.na-pulpit.com/zdjecia/niemiecki-owczarek-gory.jpeg
Fred, obrońca przywódców

Od Lei'lego - witajcie wszyscy

Otarłem bok o drzewo i ziewnąłem głośno. Przysiadłem na ziemi i zacząłem drapać się jak fleja za uchem. Po chwili rozbudzony potrząsnąłem głową, uszami i wszystko było dobrze. Uśmiechnąłem się sam do siebie i począłem penetrować okolicę, byłem dosyć głodny. Zacząłem skradać się do budy jakiegoś domowego kundla. Oczywiście zaczął ujadać jak najęty, warknąłem na niego głośno:
-Szczekaj Burku na swoim podwórku - odparował rzucając mi się do gardła. Wyszkolony w "ulicznych" walkach odpowiedziałem mu tym samym, po chwili z podkulonym ogonem uciekł skamląc. Zaśmiałem się sam do siebie i westchnąłem, po czym dokończyłem jego śniadanie.
-Porządnie sobie jada... - mruknąłem oblizując się i wycofałem, słysząc krzyki dzieci z szarego domu, które zapewne wybierały się właśnie do szkoły. Pokierowałem się w stronę starej stodoły, bardzo dawno tam nie byłem. Zacząłem wdychać świeże, wolne od spalin powietrze. Jednak drogę zabiegła mi suka, podobnej rasy.
-Kim jesteś? - zapytała łagodnie, z uśmiechem. Uniosłem brwi i ze spokojem odparłem.
-Jestem Lei, co taka ślicznotka tu robi? - zarumieniła się lekko, wyczułem w niej pokrewieństwo rasy.
-To tereny mojej sfory - odparła już śmiało - A ja jestem Woksi.
Skinąłem głową.
-Dołączyłbym gdybyś mi pozwoliła - zacząłem pewnie.
-Oczywiście, że pozwolę - uniosła brwi - Czemu nie?
-Kto by chciał takiego ulicznego fleję wychowanego w mieścinie?
-Spokojnie, ja też utrzymuję... hm, dobre kontakty z ludźmi, a na świnkę mi nie wyglądasz... - parsknęła śmiechem.
-Na prosiaczka jak już - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu - Czyli przyjęłabyś mnie?

<Woksi, tak czy nie?>

Nowy człoenk - Lei!

http://www.tapeciarnia.pl/tapety/normalne/108114_pies_owczarek_jezyk.jpg
Lei, wojownik

Od Jaspera - CD historii Woksi i Skayres


Gdy wbiegłem do stodoły od razu rzuciła mi się w oczy biało włosa sunia, z różowo-brązową skórą. Podszedłem obok niej i spokojnie się położyłem.
- Jasper, może opowiesz Skayres jak się tu znalazłeś? - odruchowo podniosłem głowę i zacząłem się rozglądać, która to Skayres. Oczywiście by nie wyjść na idiotę udawałem, że wszystko wiem.
- No dobra... E, a więc zaczęło się tak, że (mówiłem w opo wcześniej...) i Woksi pozwoliła mi dołączyć. - uśmiechnąłem się.
- Czemu się cieszysz? - zapytała czarna suczka.
- Bo to ich problem, że stracili taki skarb jak ja. Teraz jestem wolny i nikt mi nic nie narzuca. - zaśmiałem się, a grzywacz chiński obok wyszedł. - Co jej jest?
- Też straciła opiekunów. Nie może się pozbierać z tego co wiem. - po tych słowach i Woksi, i ta druga ułożyły się w sianie. Ja również postanowiłem to zrobić więc zacząłem tuptać po całej stodole szukając odpowiedniego miejsca. W końcu znalazłem olbrzymi stóg siania. Wskoczyłem do niego <zapadłem się> i zasnąłem.

~nazajutrz~

Obudziłem się dość późno. Tylko ten grzywacz chiński spał. Wyszedłem sobie coś zjeść, bo w brzuchu mi burczało. Mimo moich małych rozmiarów mam wilczy apetyt. Gdy wybiegłem zacząłem zwiedzać całe tereny.

~1h później~

Będąc nad jeziorkiem znów ujrzałem tą suczkę mej rasy. Na mój widok cicho się odwróciła i powoli odchodziła.
- Czekaj! - zawołałem, a suczka się zatrzymała. - Należysz do sfory Woksi?
- Em... Tak... - powiedziała cichutko.
- Jestem Jasper, a ty?
- Skayres... Właśnie miałam iść tam... - wskazała łapką na las.
- Pójdę z tobą.
- Nie... Chcę iść... Sama...
- Czemu tak cicho mówisz? - zapytałem.
- Tak mam w naturze. - zarumieniła się leciutko.
- Cieszę się, że w sforze jest pies tej samej rasy, co ja. - ze szczęścia merdałem ogonem.
- Cieszysz się? - westchnęła. - Nie rozumiem, z czego tu się cieszyć...
- Ale o co Ci chodzi? - po tych słowach Skayres machnęła łapką tak jakby ocierała łzę, a następnie nie zważając na mnie poszła w stronę lasu.
Na początku postanowiłem dać jej spokój, ale obiecałem sobie dzień wcześniej, że poprawię samopoczucie Skayres. Ruszyłem za nią.
Przez cały czas było bardzo cicho <w końcu byliśmy w lesie>, aż nagle nadepnąłem na gałązkę.
- Kto tu jest? - spytała cicho Skay.
- Ja. Jasper. - odparłem zdziwiony. Nie wiedziała, że od 30 min. idę za nią?
- Zostaw mnie. - szepnęła nieśmiało.
- Hm... Zastanówmy się. Nie. - zaśmiałem się sądząc, że jej tym trochę pomogę, lecz ona jeszcze bardziej się przeraziła. - Nie bój się mnie. Nie jestem jakiś zboczeńcem.
- Ta...
- No weź... Uśmiechnij się. Załóż "różowe okulary" i patrz przez nie na świat! Nie ma nic lepszego niż szczęśliwy pies!
- Jak tu być szczęśliwym, gdy jesteś grzywaczem.
- Słucham? Przecież nie ma w tym nic złego! - krzyknąłem szczęśliwy podbiegając bliżej niej. - Jesteśmy mali, słodcy, każdy nas zauważa nawet, gdy nie chce! Jedyny minus to goły tyłek. Czasami mi zimno w zimę. - zaśmiałem się.
- Słodcy? - powiedziała z przerażeniem.
- No tak...
- Spójrz na mnie. Jestem grzywaczem. Gdybym była słodka miałabym teraz szczęśliwy dom. - szeptała cichutko. Dziwie się, że nie wrzeszczała.
- To ty spójrz na mnie! Jestem brązowym blondynem. Tak jakby blond murzyn i co mam powiedzieć? Życia się nie wybiera.
- Ja jestem siwa.
- Ta... Rzeczywiście jesteś potworem! - zaśmiałem się, lecz Skayres chyba wzięła to na poważnie. Wybiegła przed siebie i wskoczyła do jakiejś dziury. Zaraz za nią ruszyłem. - Skay ja żartowałem wyłaź!
- Nie! Odejdź stąd. Nie chce byś patrzył na takiego potwora jak ja. - szeptała głośno. Chyba dla niej to był krzyk.
- Skayres nie uważam, że jesteś brzydka. Jesteś śliczna i urocza. No proszę wyjdź! - krzyczałem do jej dziury.

<Skayres, wyjdź z dziury >,<!>

niedziela, 14 kwietnia 2013

Od Pauli - CD historii Woksi


Wybrałam sobie przytulny kącik, tuż obok kącika dla szczeniąt. Gdy Woksi odeszła do swojego legowiska zaczęłam użądzać swoje. Po chwili przyszła do mnie Woksi i zapytała:
- A ty jak się tu znalazłaś ?
- Opowiedzieć ci całą moją historię?
- Yhym
- Nie wiem kiedy i gdzie się urodziłam. Pół roku spędziłam w schronisku, ale mając rok uciekłam z niego przez niedomkniętą furtkę. Przez kilka tygodni chodziłam po mieście, uważając na hycla, aż trafiłam na takiego staruszka. Przez miesiąc mnie dokarmiał, aż pewnego dnia poszłam za nim do jego domu. On mnie przygarnął i od tej pory zaczełam z nim mieszkać. Było mi tam dobrze. Do czasu, mój pan chorował na serce i pewnej nocy umarł. Wtedy opuściłam jego dom i ruszyłam w świat. Resztę historii znasz. -zakończyłam z uśmiechem
- Ciekawa historia.
- Zgłodniałam, pójdę chyba na polowanie.
- Dobra, to cześć, ja muszę coś załatwić.
Wyszłam ze stodoły i ruszyłam na teren główny. Udało mi się upolować królika. Zjadłm go ze smakiem. Gdy tak sobie leżałm i odpoczywałm, usłuszałam trzask złamanej gałąski. Obróciłam się i ujżałam grzywacza chińskiego
- Co tu robisz?- zapytałm

< Jasper CD? >

Od Lucy

Urodziłam się pewnego słonecznego dnia moi rodzice porzucili mnie.Zostawili mnie na pastwie losu.Pewnego dnia znalazła mnie wolontariuszka z schroniska.Zaniosła mnie tam i wychowywałam się w schronisku.Pewnego dnia ktoś mnie zaadoptował.Niestety ten ktoś był bez serca bił mnie i nie karmił.Uciekłam od właściciela i błąkałam się po mieście.Po drodze spotykałam nie przyjemnych psów którzy się ze mnie śmiali że jestem bezdomnym kundlem co mnie raniło.Nie miałam do nich żalu bo mieli racje.. byłam bezdomnym kundlem.Pewnego dnia kolejnej tułaczki po mieście wpadłam na jakąś suczkę owczarka belgijskiego.
-Przepraszam.-grzecznie przeprosiłam
-Nie szkodzi.-uśmiechnęła się
-Mam na imię Lucy.-przedstawiłam się
-A ja jestem Woksi.-podała mi łapę.-Pierwszy raz cię tu widzę
-Możliwe.. błąkam się po całym mieście już od kilku dni..-użaliłam się
-Dlaczego?-zapytała
-Kilka dni temu uciekłam od niebezpiecznego właściciela.. teraz jestem bezdomna.-mruknęłam
-To może dołączysz do mojej sfory.-zaproponowała
-A mogę?-zapytałam
-Jasne!-krzyknęła
<Woksi?>

Nowy członek - Lucy!

 http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcTPCNRNrgkDc2wDpr0vuhexd_2ecXZmKy26Vp2cLZdmQzaMsv8Y
Lucy, tropicielka

Od Skayres - CD historii Woksi




Dotarliśmy wreszcie do stodoły. Wybrałam sobie najbardziej zaciemniony kąt i położyłam się wygodnie na sianku. Odwróciłam się tyłem od Woksi, ta jednak przysunęła się do mnie.
- Opowiesz mi coś o sobie? - spytała.
- Niby co? - powiedziałam ze smutkiem w głosie.
- No... Na przykład jak tu trafiłaś?
- To długa i nieciekawa historia... Nie chcesz jej znać. - odparłam dalej patrząc na ścianę.
- Chcę.
- Powiem tylko tyle, że straciłam właściciela, żyłam na ulicy i spotkałam Ciebie... Reszta jest zbędna.
To powiedziawszy zamknęłam oczy i ignorując suczkę, po prostu poszłam spać. Czułam się nieswojo w jej towarzystwie. Ja czuję się nieswojo w każdym towarzystwie...

~następnego dnia~

Obudziłam się wcześnie rano. W stodole nie było nikogo, oprócz mnie. Cieszyłam się z tego faktu. Przeciągnęłam się i wyszłam na dwór. Postanowiłam przespacerować się po terenach, może nawet zapolować na jakiegoś ptaszka. Doszłam do małego jeziorka, koło Głównego Terenu. Niestety, zauważyłam tam jakiegoś psa. Był on - o dziwo - tej samej rasy, co ja. Od razu się odwróciłam i zaczęłam iść w drugą stronę, usłyszałam jednak głos:
- Czekaj!
Zatrzymałam się i westchnęłam, pies podbiegł do mnie. Opuściłam łeb.
- Należysz do sfory Woksi? - spytał.
- Em... Tak... - powiedziałam cichutko.
- Jestem Jasper, a ty?
- Skayres... Właśnie miałam iść tam... - wskazałam łapką na las.
- Pójdę z tobą.
- Nie... Chcę iść... Sama...
- Czemu tak cicho mówisz? - zapytał.
- Tak mam w naturze. - zarumieniłam się leciutko.
- Cieszę się, że w sforze jest pies tej samej rasy, co ja. - zamerdał wesoło ogonem.
- Cieszysz się? - westchnęłam. - Nie rozumiem, z czego tu się cieszyć...
- Ale o co Ci chodzi?
Uroniłam łzę, lecz szybko ją otarłam. Ruszyłam przed siebie nie zważając na Jaspera. Cieszył się? Cieszył się z bycia chińskim grzywaczem? Ja dałabym wszystko, by nim nie być.

<Jasper?>



Od Woksi - CD historii Jaspera

Nie wiem dlaczego, ale łaziłam po krzakach. Szukałam jakiś ciekawych rzeczy,  czegoś do sfory. Nie wiem czego dokładnie, czegoś ciekawego. Szukając, zauważyłam, że za mną stoi jakiś pies. Zauważyłam, że się przestraszył.
- Nie bój się. - powiedziałam spokojnie.
- Nie boję. - pies wypiął pierś, ale było widać, że czuje się nie pewnie.
- Nazywam się Woksi, a ty?
- Jasper. - powiedział nie ufnie.
- Co robisz na terenach mojej sfory? - zapytałam wychodząc z krzaków.
- Szukam nowego właściciela... A właściwie szukałem. Nikt na mnie nie zasługuje.
- Masz wysoką samoocenę.
- Tak. A właśnie... Skoro masz sforę... Mógłbym dołączyć?

-Tak, jasne! Każdy jest mile widziany.
-Dzięki. A po za mną są tu jeszcze jakieś psy?
-Tak, dwie suczki.
-Jakiej rasy?
-Jedna Puli, o imieniu Paula i Grzywacz Chiński, Skayres.
-Grzywacz Chiński - powiedział pytającym głosem, robiąc maślane oczy
-Tak, ale ona nie jest zbyt ufna i nie lubi przebywać z innymi psami
-Aha - pies posmutniał
-Ale może komuś uda się ją zmienić - popatrzyłam na Jaspera - Chodź zaprowadzę cię do stodoły.
Poszłam w stronę sfory, a Jasper szedł za mną. Gdy doszliśmy do stodoły, Jasper wybrał sobie miejsce obok Skayres. I położył się tam.
-Jasper, może opowiesz Skayres jak się tu znalazłeś? - zaproponowałam


<Jasper?>

Od Woksi - CD historii Pauli

Leżałam sobie na łące, gdy nagle podeszła do mnie jakaś suczka rasy Puli. 
- Cześć, mogę do ciebie dołączyć?
- No jasne, poszukuję nowych członków, a ty jak widzę nie masz się gdzie podziać, co?
Suczka zmarszczyła nos. Chyba nie chciała usłyszeć takiej odpowiedzi, ale po chwili powiedziała:
- No to prawda, poszukuję sfory. Oprowadzisz mnie?
- Jasne, chodź.
Pokazałam Pauli - bo tak miała na imię ta suczka - cały teren sfory. Paula zadawała mi wiele pytań, ale jedno mnie zasmuciło. Gdy zapytała się czy w sforze są inne psy. Niestety w tedy jeszcze ich nie było.
- W co najbardziej lubisz się bawić?- zapytałam
- W berka, a co?
- A berek!- krzyknęłam
Zaczęliśmy się ganiać jak jakieś szczeniaki. Po dłuższym czasie zatrzymaliśmy się na trawie. Ziajałyśmy jak smoki, byłyśmy strasznie zmęczone.
- Tak właściwie to nie pokazałaś mi gdzie mam mieszkać. - powiedziała Paula ledwo łapiąc oddech 

- A no tak! - przypomniało mi się, że nie pokazałam Pauli naszego miejsca wypoczynku. - chodź pokaże ci nasz "domek".
Poszliśmy w stronę stodoły. Pokazałam Pauli całą stodołę. Ona wybrała sonie bardzo przytulne miejsce obok kąta dla szczeniąt. Ja poszłam na moje miejsce. Znajdowało się one na miejscu gdzie kładzie się siano, czyli na górze. Był tam widok na całą szopę więc mogłam mieć każdego na oku. Po chwili powiedziałam do Pauli 
-A ty jak się tu znalazłaś ?

<Paula?> 

Od Woksi - CD historii Skayres

Byłam na spacerze, chodziłam po lesie, niedaleko jeziorka i koło "wodospadu". PO całym spacerze postanowiłam pójść na łąkę i trochę odpocząć. Gdy tylko doszłam na łąkę wbiegł na mnie jakiś pies. 
- Ojej, przepraszam. - odparła nieśmiało i nie patrząc na mnie
- Nic się nie stało. Jak masz na imię? - spytałam wesoło. - Ja jestem Woksi.
- Aaa... Eee... Skay... Skayres... - wyjąkała ze spuszczonym łbem.
- Ładne imię. Co tu robisz?
- Już sobie idę... - szepnęła.
- A może dołączysz do mojej sfory?
- Nie, ja... Nie chcę sprawiać kłopotów.. - wydukała.
- Nie będziesz! Proszę, dołącz. - zrobiłam maślane oczka, ale suczka odwróciła głowę.
- No dobrze. - przełknęła ślinę.
- To wspaniale! Jesteś chińskim grzywaczem, co nie?
- Yhym.. - przytaknęła i zarumieniła się ze wstydu. - Ale nie patrz na mnie...
- Dlaczego?
- Nie ważne... Zaprowadź mnie do jaskini, czy mieszkania, czy czegoś... - poprosiła unikając kontaktu wzrokowego.

-Okey. Każdy se sfory śpi w wielkiej opuszczonej szopie. Musisz sobie po prostu znaleźć miejsce w którym chciała byś spać i odpoczywać.
-Dobrze, zaprowadź mnie tam. - suczka dalej nie chciała na mnie spojrzeć
-No to chodź za mną 
Poszliśmy do stodoły Skayres wybrała sobie najbardziej zaciemniony kąt. I od razy się w nim położyła odwracając się do mnie tyłem. Położyłam się niedaleko niej i spytałam. 
-Opowiesz mi coś o sobie? 
-Niby co? - powiedziała smutno.
-No....na przykład jak tu trafiłaś?

<Skayres?>     

Od Jaspera


Pfu..! Jak ona mogła!? Mnie taki skarb, mały, uroczy, wyrzucić na ulicę!? Co ja jej zrobiłem? Nie wygrywałem wystaw. Tylko dlatego jestem teraz bezdomnym psiakiem? Podlizywałem się już niektórym ludziom, ale oni tylko odpychali mnie nogą. Gdyby wiedzieli jaka krew płynie w moich małych żyłach! Jestem warty dwóch wypłat lekarza! W tej chwili chodzę po jakiś krzakach, które są wyższe ode mnie T^T Teraz wiem co czują mrówki. W brzuchu strasznie mi burczy. Nagle znad krzaków uniósł się duży ogon. Lekko wystraszony zacząłem się wycofywać.
- Nie bój się. - usłyszałem głos.
- Nie boję. - odparłem wypinając pierś.
- Nazywam się Woksi, a ty?
- Jasper. - warknąłem nieufnie.
- Co robisz na terenach mojej sfory? - zapytała ukazując mi się cała.
- Szukam nowego właściciela... A właściwie szukałem. Nikt na mnie nie zasługuje.
- Masz wysoką samoocenę.
- Tak. A własnie... Skoro masz sforę... Mógłbym dołączyć?

<Woksi?>

Nowt członek - Jasper!

 http://psy.euroanimal.eu/zdjecia/33988/pies_h33988_110505194256.jpg
Jasper, przywódca polowań

sobota, 13 kwietnia 2013

Od Pauli

(Dzień wcześniej)

Zastanawiałam się co począć. Staruszek umarł, zaraz ktoś może przyjechać ze schroniska i mnie zabrać. Muszę czym prędzej uciec z miasta. Naszczęście niedaleko był las, więc pod osłoną nocy pobiegłam do niego.

(Teraz)

"Wymarzona pogoda by coś upolować"- pomyślałam i zaczęłam szukać śladów. Ok 30 minut później natrafiłam na tropy. Ale "O zgrozo!" ślady psa, i to większego ode mnie. Nie trudno być większym ode mnie gdy ma się tylko 30 cm wzrostu. Ruszyłam za tropem, może ten pies będzie przyjaźnie nastawiony i pozwoli mi wędrować razem ze sobą. W pewnej chwili zobaczyłam polankę a na niej leżącą suczkę. Podeszłam do niej i zapytałam:
- Cześć, mogę do ciebie dołączyć?
Suczka otwożyła oczy i zaczeła mi się przyglądać. Po czym powiedziała:
- No jasne, poszukuję nowych członków, a ty jak widzę nie masz się gdzie podziać, co?
Zmarszczyłam nos, nie o takie dołączenie mi chodziło, ale co tam. Żyje się raz!
- No to prawda, poszukuję sfory. Oprowadzisz mnie?
- Jasne, chodź.
Woksi pokazała mi cały teren jej sfory. Gdy zapytałam się czy są tu inne psy, suczka odpowiedziała przecząco. "Szkoda, może ktoś jeszcze dołączy."- pomyślałam
- W co najbardziej lubisz się bawić?- zapytała Woksi
- W berka, a co?
- A berek!- krzykneła Woksi
I zaczęła się zabawa. Po godzinie podłyśmy zziajane na trawę.
- Tak właściwie to nie pokazałaś mi gdzie mam mieszkać.

< Woksi, gdzie moje mieszkanko? >

Nowy członek - Pauli!

 http://www.westminsterkennelclub.org/breedinformation/herding/images/puli.jpg
Pauli, medyczka

Od Skayres


Mam już na prawdę wszystkiego szczerze dość. Nie dość, że jestem głodna, spragniona i brudna, to jeszcze nie mam dachu nad głową. A wszystko przez mój odrażający wygląd... Dlaczego nie mogłam urodzić się wspaniałym owczarkiem australijskim, czy pięknym pudlem? Musiałam zostać skazana akurat na tę rasę? Od jakiegoś czasu chodzę już po jakiejś łące, po jakimś lesie. Dawno już nie widziałam żadnego miasta. Może i lepiej? Oszczędzę innym widoków... Było już południe, kiedy koło mojego nosa przeleciał piękny, niebieski motylek o wielkich skrzydłach. Ah, on to dopiero ma szczęście! Taka uroda... Nie mając niczego do stracenia, merdając ogonem zaczęłam go gonić. Ten jednak uniósł się wysoko do góry. Znów zaczęłam za nim biec, kiedy spostrzegłam, że wpadłam na jakiegoś psa. Otrząsnęłam się i poprawiłam grzywkę. Była to suczka rasy owczarek belgijski... Miała elegancką i dumną postawę, oraz płowe umaszczenie z czarnym nalotem i maską.
- Ojej, przepraszam. - odparłam nieśmiało i ze spuszczonym łbem (by nie musiała na mnie patrzeć) odeszłam kilka kroków do tyłu.
- Nic się nie stało. Jak masz na imię? - spytała wesoło. - Ja jestem Woksi.
- Aaa... Eee... Skay... Skayres... - wyjąkałam, nadal ze spuszczonym łbem.
- Ładne imię. Co tu robisz?
- Już sobie idę... - szepnęłam.
- A może dołączysz do mojej sfory?
- Nie, ja... Nie chcę sprawiać kłopotów.. - wydukałam.
- Nie będziesz! Proszę, dołącz. - zrobiła maślane oczka, ale ja odwróciłam głowę.
- No dobrze. - przełknęłam ślinę.
- To wspaniale! Jesteś chińskim grzywaczem, co nie?
- Yhym.. - przytaknęłam i zarumieniłam się ze wstydu. - Ale nie patrz na mnie...
- Dlaczego?
- Nie ważne... Zaprowadź mnie do jaskini, czy mieszkania, czy czegoś... - poprosiłam unikając kontaktu wzrokowego.

<Woksi?>

Nowy członek - Skayres!

http://img580.imageshack.us/img580/9354/nesjanasuczka.jpg
Skayres, trenerka

Przywódczyni


http://m.ocdn.eu/_m/1e6ffd9a08397744e80717e46925f744,62,37.jpg
Woksi, przywódczyni

Ukończona!

Budowa jest już ukończona i można dochodzić! ZAPRASZAM!