Otarłem bok o drzewo i ziewnąłem głośno. Przysiadłem na ziemi i zacząłem
drapać się jak fleja za uchem. Po chwili rozbudzony potrząsnąłem głową,
uszami i wszystko było dobrze. Uśmiechnąłem się sam do siebie i
począłem penetrować okolicę, byłem dosyć głodny. Zacząłem skradać się do
budy jakiegoś domowego kundla. Oczywiście zaczął ujadać jak najęty,
warknąłem na niego głośno:
-Szczekaj Burku na swoim podwórku - odparował rzucając mi się do gardła.
Wyszkolony w "ulicznych" walkach odpowiedziałem mu tym samym, po chwili
z podkulonym ogonem uciekł skamląc. Zaśmiałem się sam do siebie i
westchnąłem, po czym dokończyłem jego śniadanie.
-Porządnie sobie jada... - mruknąłem oblizując się i wycofałem, słysząc
krzyki dzieci z szarego domu, które zapewne wybierały się właśnie do
szkoły. Pokierowałem się w stronę starej stodoły, bardzo dawno tam nie
byłem. Zacząłem wdychać świeże, wolne od spalin powietrze. Jednak drogę
zabiegła mi suka, podobnej rasy.
-Kim jesteś? - zapytała łagodnie, z uśmiechem. Uniosłem brwi i ze spokojem odparłem.
-Jestem Lei, co taka ślicznotka tu robi? - zarumieniła się lekko, wyczułem w niej pokrewieństwo rasy.
-To tereny mojej sfory - odparła już śmiało - A ja jestem Woksi.
Skinąłem głową.
-Dołączyłbym gdybyś mi pozwoliła - zacząłem pewnie.
-Oczywiście, że pozwolę - uniosła brwi - Czemu nie?
-Kto by chciał takiego ulicznego fleję wychowanego w mieścinie?
-Spokojnie, ja też utrzymuję... hm, dobre kontakty z ludźmi, a na świnkę mi nie wyglądasz... - parsknęła śmiechem.
-Na prosiaczka jak już - wyszczerzyłem zęby w uśmiechu - Czyli przyjęłabyś mnie?
<Woksi, tak czy nie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz