Dotarliśmy wreszcie do stodoły. Wybrałam
sobie najbardziej zaciemniony kąt i położyłam się wygodnie na sianku.
Odwróciłam się tyłem od Woksi, ta jednak przysunęła się do mnie.
- Opowiesz mi coś o sobie? - spytała. - Niby co? - powiedziałam ze smutkiem w głosie. - No... Na przykład jak tu trafiłaś? - To długa i nieciekawa historia... Nie chcesz jej znać. - odparłam dalej patrząc na ścianę. - Chcę. - Powiem tylko tyle, że straciłam właściciela, żyłam na ulicy i spotkałam Ciebie... Reszta jest zbędna. To powiedziawszy zamknęłam oczy i ignorując suczkę, po prostu poszłam spać. Czułam się nieswojo w jej towarzystwie. Ja czuję się nieswojo w każdym towarzystwie... ~następnego dnia~ Obudziłam się wcześnie rano. W stodole nie było nikogo, oprócz mnie. Cieszyłam się z tego faktu. Przeciągnęłam się i wyszłam na dwór. Postanowiłam przespacerować się po terenach, może nawet zapolować na jakiegoś ptaszka. Doszłam do małego jeziorka, koło Głównego Terenu. Niestety, zauważyłam tam jakiegoś psa. Był on - o dziwo - tej samej rasy, co ja. Od razu się odwróciłam i zaczęłam iść w drugą stronę, usłyszałam jednak głos: - Czekaj! Zatrzymałam się i westchnęłam, pies podbiegł do mnie. Opuściłam łeb. - Należysz do sfory Woksi? - spytał. - Em... Tak... - powiedziałam cichutko. - Jestem Jasper, a ty? - Skayres... Właśnie miałam iść tam... - wskazałam łapką na las. - Pójdę z tobą. - Nie... Chcę iść... Sama... - Czemu tak cicho mówisz? - zapytał. - Tak mam w naturze. - zarumieniłam się leciutko. - Cieszę się, że w sforze jest pies tej samej rasy, co ja. - zamerdał wesoło ogonem. - Cieszysz się? - westchnęłam. - Nie rozumiem, z czego tu się cieszyć... - Ale o co Ci chodzi? Uroniłam łzę, lecz szybko ją otarłam. Ruszyłam przed siebie nie zważając na Jaspera. Cieszył się? Cieszył się z bycia chińskim grzywaczem? Ja dałabym wszystko, by nim nie być. <Jasper?> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz