Byłam na spacerze, chodziłam po lesie, niedaleko jeziorka i koło "wodospadu". PO całym spacerze postanowiłam pójść na łąkę i trochę odpocząć. Gdy tylko doszłam na łąkę wbiegł na mnie jakiś pies.
- Ojej, przepraszam. - odparła nieśmiało i nie patrząc na mnie
- Nic się nie stało. Jak masz na imię? - spytałam wesoło. - Ja jestem Woksi.
- Aaa... Eee... Skay... Skayres... - wyjąkała ze spuszczonym łbem.
- Ładne imię. Co tu robisz?
- Już sobie idę... - szepnęła.
- A może dołączysz do mojej sfory?
- Nie, ja... Nie chcę sprawiać kłopotów.. - wydukała.
- Nie będziesz! Proszę, dołącz. - zrobiłam maślane oczka, ale suczka odwróciła głowę.
- No dobrze. - przełknęła ślinę.
- To wspaniale! Jesteś chińskim grzywaczem, co nie?
- Yhym.. - przytaknęła i zarumieniła się ze wstydu. - Ale nie patrz na mnie...
- Dlaczego?
- Nie ważne... Zaprowadź mnie do jaskini, czy mieszkania, czy czegoś... - poprosiła unikając kontaktu wzrokowego.
-Okey. Każdy se sfory śpi w wielkiej opuszczonej szopie. Musisz sobie po prostu znaleźć miejsce w którym chciała byś spać i odpoczywać.
-Dobrze, zaprowadź mnie tam. - suczka dalej nie chciała na mnie spojrzeć.
-No to chodź za mną
Poszliśmy do stodoły Skayres wybrała sobie najbardziej zaciemniony kąt. I od razy się w nim położyła odwracając się do mnie tyłem. Położyłam się niedaleko niej i spytałam.
-Opowiesz mi coś o sobie?
-Niby co? - powiedziała smutno.
-No....na przykład jak tu trafiłaś?
<Skayres?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz