Mam już na prawdę wszystkiego szczerze
dość. Nie dość, że jestem głodna, spragniona i brudna, to jeszcze nie
mam dachu nad głową. A wszystko przez mój odrażający wygląd... Dlaczego
nie mogłam urodzić się wspaniałym owczarkiem australijskim, czy pięknym
pudlem? Musiałam zostać skazana akurat na tę rasę? Od jakiegoś czasu
chodzę już po jakiejś łące, po jakimś lesie. Dawno już nie widziałam
żadnego miasta. Może i lepiej? Oszczędzę innym widoków... Było już
południe, kiedy koło mojego nosa przeleciał piękny, niebieski motylek o
wielkich skrzydłach. Ah, on to dopiero ma szczęście! Taka uroda... Nie
mając niczego do stracenia, merdając ogonem zaczęłam go gonić. Ten
jednak uniósł się wysoko do góry. Znów zaczęłam za nim biec, kiedy
spostrzegłam, że wpadłam na jakiegoś psa. Otrząsnęłam się i poprawiłam
grzywkę. Była to suczka rasy owczarek belgijski... Miała elegancką i
dumną postawę, oraz płowe umaszczenie z czarnym nalotem i maską.
- Ojej, przepraszam. - odparłam nieśmiało i ze spuszczonym łbem (by nie musiała na mnie patrzeć) odeszłam kilka kroków do tyłu.
- Nic się nie stało. Jak masz na imię? - spytała wesoło. - Ja jestem Woksi.
- Aaa... Eee... Skay... Skayres... - wyjąkałam, nadal ze spuszczonym łbem.
- Ładne imię. Co tu robisz?
- Już sobie idę... - szepnęłam.
- A może dołączysz do mojej sfory?
- Nie, ja... Nie chcę sprawiać kłopotów.. - wydukałam.
- Nie będziesz! Proszę, dołącz. - zrobiła maślane oczka, ale ja odwróciłam głowę.
- No dobrze. - przełknęłam ślinę.
- To wspaniale! Jesteś chińskim grzywaczem, co nie?
- Yhym.. - przytaknęłam i zarumieniłam się ze wstydu. - Ale nie patrz na mnie...
- Dlaczego?
- Nie ważne... Zaprowadź mnie do jaskini, czy mieszkania, czy czegoś... - poprosiłam unikając kontaktu wzrokowego.
<Woksi?>
- Ojej, przepraszam. - odparłam nieśmiało i ze spuszczonym łbem (by nie musiała na mnie patrzeć) odeszłam kilka kroków do tyłu.
- Nic się nie stało. Jak masz na imię? - spytała wesoło. - Ja jestem Woksi.
- Aaa... Eee... Skay... Skayres... - wyjąkałam, nadal ze spuszczonym łbem.
- Ładne imię. Co tu robisz?
- Już sobie idę... - szepnęłam.
- A może dołączysz do mojej sfory?
- Nie, ja... Nie chcę sprawiać kłopotów.. - wydukałam.
- Nie będziesz! Proszę, dołącz. - zrobiła maślane oczka, ale ja odwróciłam głowę.
- No dobrze. - przełknęłam ślinę.
- To wspaniale! Jesteś chińskim grzywaczem, co nie?
- Yhym.. - przytaknęłam i zarumieniłam się ze wstydu. - Ale nie patrz na mnie...
- Dlaczego?
- Nie ważne... Zaprowadź mnie do jaskini, czy mieszkania, czy czegoś... - poprosiłam unikając kontaktu wzrokowego.
<Woksi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz